×

Karczma pod Łosiem na farmie Wawrzyńca - lokal w Wawrowie

Kilka dni temu, wracając do domu po kilkugodzinnej podróży, postanowiliśmy zatrzymać się po drodze, aby coś zjeść. Padło na "Karczmę pod Łosiem" znajdującą się na obrzeżach Gorzowa Wlkp. Przymierzałam się już kilka razy, aby sprawdzić jak ten lokal funkcjonuje po kuchennych rewolucjach z Magdą Gessler. Zawsze jakoś było nie po drodze. Tym razem jednak nie spieszyliśmy się, a i w domu nie za bardzo było coś na obiad. Przyznam się nawet, że pierwotnie nie miałam w planach tworzyć wpisu na temat tego miejsca. W efekcie jednak postanowiłam, że opiszę Wam moje odczucia.




"Karczma pod Łosiem na Farmie Wawrzyńca" - tak właśnie nazywa się to miejsce. Pierwsze wrażenie robi mało zachęcające. Nie powinno się jednak oceniać książki po okładce, wiec wejdźmy do środka. Pomieszczenie duże, przestronne. Stoły sporych rozmiarów, z gatunku tych, co spokojnie można oprzeć łokcie bez obaw o wywrócenie. A i usiąść można z całą rodziną, nawet sporą. To akurat można zaliczyć na duży plus. Z jednej strony kolorowo nakryte, z drugiej przygotowane pod (zapewne) uroczystość. Sezon komunii mamy przecież. Oczekując jednak wystroju z odcinka "Kuchennych rewolucji" zawiedziemy się bardzo. Mimo kolorowych obrusów całość sprawia wrażenie smutnego i szarego, zupełnie jak w PRL-owskich zajazdach, które pamiętam z czasów mojego dzieciństwa.

Wygląd wyglądem, ważne jest to, co można zjeść. Karta dań została wydrukowana na kolorowych kartkach. Czysta i estetyczna, ale trochę "robocza". 



Oto nasze dania:
barszcz z kołdunami według Magdy Gessler:



zupa borowikowa z kluskami lanymi:



zestaw dziecięcy Pinokio, czyli: filet z kurczaka z frytkami i białą kapustą:



Barszcz niestety był wodnisty, poza smakiem octu nie było w nim nic wyrazistego. Kołduny były nijakie. Mięso wewnątrz zbite w twardą i suchą kulkę.
Zupa borowikowa sprawiała wrażenie zupy z torebki. Zważona śmietana i spora ilość mąki nadawały jej ciężkości. Lane kluski okazały się raczej wielkimi kluchami zbitymi w środku i rozwalającymi się z wierzchu. Kiedy do klusek dodajemy wodę, wtedy niestety takie są efekty i być może to właśnie była przyczyna ich nieapetyczności. 3 plasterki jakiegoś grzybka nie uczyniły tej zupy smaczną.
Zestaw dziecięcy Pinokio jest w ogóle dość ciekawy, bo w menu uwzględniono białą kapustę, a podano (bez pytania) marchewkę. Celowo piszę "marchewkę", bo nie była to żadna surówka, lecz łyżka zwykłej startej na tarce marchewki skropiona czymś kwaśnym. Frytki nie wyglądały na robione na miejscu, ale na mrożonkowe, średniego gatunku. Samo mięso zasługuje na specjalna uwagę: zostało przyprawione jakąś dziwną przyprawą, która z naturalnymi nie miała nic wspólnego. Być może była to gotowa panierka. W każdym razie pachniało chemicznie. W smaku mięso było niestety również niezbyt dobre. No i prawie zimne. Dla dzieci ten zestaw nie nadaje się absolutnie.

My, strasznie głodni po całym dniu spędzonym częściowo w samochodzie, a częściowo na powietrzu, zjedliśmy prawie wszystko. Na swoje nieszczęście, jak się okazało po kilku godzinach....na szczęście byliśmy już w domu.

Na sali tłumów nie było, ale na zewnątrz jest ogródek, więc być może tam siedzieli goście. Zamówienie zostało przyjęte dość szybko, a na jedzenie nie trzeba było długo czekać. Potem jednak nikt już na nas nie zwracał uwagi. Personel w głównej mierze zajęty był sobą i telefonem jednej z pań. Pewnie gdybym sama nie podeszła zapłacić do baru, to można byłoby wyjść bez płacenia. Ktoś może powiedzieć, że się czepiam. Proszę bardzo, przyznaję się: czepiam się. Jeśli jednak lokal serwuje kosmiczne ceny za dania jakości zupełnie beznadziejnej, to może chociaż wypadałoby nadrobić obsługą. W tym przypadku jedzenie jest beznadziejne, ceny wysokie (woda poj. 0,2 litra kosztuje 5 zł...), wnętrze nijakie, podobnie obsługa. Nie polecam tego miejsca. Ja w każdym razie nie zamierzam już sprawdzać innych dań. Dopuszczam inny od mojego smak, bo każdy doprawia po swojemu. Nie zgadzam się jednak, aby ktoś serwował mi bylejakość nafaszerowaną chemią. Za bardzo cenię swoje zdrowie i żołądek.








 *wybaczcie mi jakość zdjęć, były robione smartfonem
  • Disqus
  • Facebook

Prześlij komentarz






Wszystkie zdjęcia i teksty na tym blogu objęte są prawami autorskimi. Zgodnie z Ustawą o prawach autorskich kopiowanie, przedruk, rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie, bez zgody autora jest zabronione. Baner i personalizacja szablonu autorstwa firmy Karografia.pl