×

Kim dla Ciebie jest Twoja babcia?

Długo zastanawiałam się, czy publikować ten tekst, jednak zdecydowałam, że powinien się ukazać. Zapewne narażę się paru osobom, ale cóż...przeżyję. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Temat męczy mnie od dawna, ale tydzień temu nabrał dla mnie bardziej osobistego wymiaru. 



Całkiem niedawno obchodziliśmy Dzień Babci i Dzień Dziadka. W tych dniach, gdzie nie zajrzeć, tam laurki, prezenty, kwiaty... Wyścig kto więcej, piękniej i okazalej. A gdzie najzwyklejsza miłość z szacunkiem i wsparciem? Czy te wszystkie pierdółki mają zastąpić to, co najważniejsze? Wybaczcie kolokwializm, ale szlag mnie trafia jak widzę obliczone na efekt bukieciki i bibeloty. I słowa kompletnie bez pokrycia. Na mdłości mi się zbiera po prostu. Dajcie babci i dziadkowi zainteresowanie i realną pomoc, a nie jakieś bzdety, których tak naprawdę nie potrzebują. Woleliby z Wami przegadać godzinę na luzie bez okazji, niż wysłuchiwać wyuczonych wierszyków.
Prosty przykład.
Babcia i dziadek. Oboje dość hojni wobec bliskich i nie oczekujący niczego w zamian. Fajnie pójść do babci w okolicach emerytury po "kilka groszy". Fajnie pojęczeć nad własnym losem, że taki okrutny i nie dał nam pracy, albo dał za niewielkie pieniądze. Do tego ludzie źli, wredni i w ogóle wszystko do kitu. Babcia się wzruszy i sypnie groszem. Albo opłaty zrobi. Albo jedno i drugie. I tak miesiąc w miesiąc. A babcia lituje się (nie tylko nad wnukami, nad dziećmi też) i sama wyszukuje rzekome przeszkody, dlaczego delikwent nie ma z czego żyć. Babcia nie wnika, że żyje całkiem przyzwoicie. Stać go na dużo, o nic nie musi się martwić. (Bo przecież po co się zamartwiać, skoro jest babcia.) I tak mijają lata, a babcia, przyzwyczajona do "tragicznej" sytuacji bliskich, sobie odejmuje od ust i daje, daje, daje. W nieskończoność, bo przecież dlaczego nie ma się podzielić, skoro jej jest lepiej. Układ funkcjonuje całkiem fajnie. Rodzinka ma studnię bez dna, a babcia dobre samopoczucie, że stać ja, aby pomagać. Niestety, dobre samopoczucie dziadków kończy się w momencie choroby, która ogranicza mobilność. Zostają sami ze swoimi problemami. Pomoc kończy się na kupnie bochenka chleba i torby leków, albo wcale jej nie ma. Pracują, są zajęci, mają swoje sprawy. Tak ich babcia tłumaczy i stara się funkcjonować bez niczyjej pomocy. Czy tak powinno to wyglądać? Czy naprawdę tak ciężko podejść i sprawdzić jak się czują, dopytać w czym pomóc? Tym bardziej, że wszem i wobec wiadomo, co się z nimi dzieje. Czy widząc babcię z poobijaną twarzą, bo przewróciła się pod sklepem, naprawdę nie przyjdzie do pustego łba, że ona cierpi?? Nie jest trudno, ale po co? Przecież babcia to chodzący bankomat i nic poza tym. Przecież da sobie radę, a jak nie, to zawsze może kogoś wynająć. Nie wiem czy tak myślą, ale tak to wygląda. Babcia dobra jest wtedy, kiedy coś (czytaj: pieniądze lub drogie prezenty) daje. 
Nie robię z siebie świętej, to nie o to chodzi. Jednak w momencie, kiedy to konieczne, to potrafię rzucić wszystko, zarwać noc, nagotować jedzenia w słoiki i jechać kilkaset kilometrów, żeby sprawdzić jak się czują i czy nie potrzebują czegoś. Nie jest problemem powrót tego samego dnia, bo z różnych powodów nie można zostać dłużej. Nie gonię jednak w okolicach emerytury i nie podtykam swoich rachunków. Nie po to są dziadkowie. W tym wieku to nie oni nami, ale my powinniśmy się nimi zaopiekować jeśli jest taka potrzeba. Nie wystarczy raz w roku odśpiewać piosenkę i wręczyć wymęczony bukiecik.

Nienawidzę pasożytów. Po prostu mam alergię na takich ludzi. Życzę im, aby w przyszłości zasmakowali tego, co teraz dają z siebie. I mam nadzieję, że kiedy zabraknie takich babć i dziadków, to boleśnie zejdą na ziemię, obijając sobie swoje leniwe, bezduszne i egoistyczne tyłki. Zrozumieją, że starszy człowiek tak samo czuje i myśli, że tylko ruchy czasem spowolnione i nieskoordynowane, że pamieć już nie ta sama. W środku jednak jest cały czas ten sam człowiek, który (daję głowę!) widzi pewne rzeczy, ale przed samym sobą udaje, że jest inaczej. No ale karma to nie tylko jedzenie dla zwierząt....

"(...)generalnie nienawidzę żerowania na niczym... nie tak, na nikim, skoro
mówimy o ludziach. Nienawidzę żerujących. Nienawidzę tych wszystkich pustych w środku, którym najłatwiej napełnić się, zapchać cudzym żywym materiałem, znajdującym się pod ręką, łatwo dostępnym. Materiał niech się wysuszy, niech się wyjałowi, niech zdechnie, pasożyt ma to w dupie, jeszcze zgłosi pretensje, że tworzywo zbyt mało zniosło. Natychmiast postara się znaleźć następne. Nienawidzę takich, nie dam tej pijawce nic, niech się zagłodzi, niech sama zdechnie, nie mam w sobie cienia litości, zero, nie mam także litości dla tych współczujących głupów, cepów, kretynów, którzy jej pożywienie podetkną. Szkodliwe elementy, troskliwie hodują pijawkę.
Porąbane osły. A ponieważ mowa o ludziach, których biologiczny stan posiadania zdecydowanie pijawkę przewyższa, niech ruszą swoje człowieczeństwo. Niech się przebiją przez swoje śmierdzące lenistwo, upieram się dziko, że pasożytnictwo w dziewięćdziesięciu procentach pochodzi z lenistwa. Niech się powieszą. Ale nawet sznurka im nie dam!(...)"

[Joanna Chmielewska "Rzeź bezkręgowców"]
  • Disqus
  • Facebook

Prześlij komentarz






Wszystkie zdjęcia i teksty na tym blogu objęte są prawami autorskimi. Zgodnie z Ustawą o prawach autorskich kopiowanie, przedruk, rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie, bez zgody autora jest zabronione. Baner i personalizacja szablonu autorstwa firmy Karografia.pl