×

Warsztaty Świąteczne E.Wedel

4. grudnia miałam przyjemność brać udział w świątecznych czekoladowych warsztatach zorganizowanych przez firmę E.Wedel. Prowadził je Maestro Czekolady Janusz Profus wraz z żoną, Joanną Klimas-Profus, którą chyba można śmiało nazwać Mistrzynią Czekolady. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że uwielbiam słodycze, a czekoladę w szczególności. Zaproszenie więc mnie na taką imprezę było szczytem moich czekoladowych marzeń ;) Odliczałam z niecierpliwością dni, a potem godziny.
Oprócz zaproszenia każdy z nas otrzymał kilka dni wcześniej słodką przesyłkę w postaci kosza wypełnionego łakociami. Znalazły się tam również dwie receptury, z których z jednej mieliśmy przygotować coś pysznego w domu przed wyjazdem, a z drugiej mieliśmy skorzystać na warsztatach. Okazało się jednak, że przygotujemy coś zupełnie innego. Coś, co przerosło nasze wyobrażenia. Przynajmniej moje. Ale po kolei ;)

Pierwsze, co rzucało się w oczy po wejściu do Akademii Kulinarnej Whirpoola (bo tam odbywały się warsztaty) były niezliczone ilości czekolady, pralinek, ptasiego mleczka etc. Po prostu raj dla łasucha. 






Żeby jednak nie zemdliło nas od tych słodkości, stoły zostały zastawione wspaniałymi przekąskami: oryginalne sałatki, drobne kanapeczki, a do tego owocowe soki, kawa i herbata. 











W powietrzu, poza niebiańskim zapachem czekolady, unosił się nastrój zbliżających się świąt. Chyba nie zdziwiłabym się, gdyby nagle wszedł starszy jegomość w czerwonym ubranku z workiem prezentów ;) 





Nasze stanowiska do pracy były już przygotowane. Na każdego z nas czekała piękna, brązowa podkładka, która okazała się...grubym blatem czekoladowym (o wadze 2 kg), na którym miał stanąć bohater wieczoru: domek z czekolady. Naprawdę w pierwszej (drugiej i trzeciej chyba też) chwili byłam przekonana, że to najzwyklejsza podkładka do pracy ;)









W misach robotów kuchennych rozgrzewała się czekolada. Obok nas piętrzyły się stosy najróżniejszych czekolad, pralinek, trufli, ptasiego mleczka. Za nami stały w dużych kuwetach prażone migdały, rodzynki, kandyzowane skórki cytrusowe, kolorowe drażetki do dekoracji... I ten cudowny zapach....mmmm.... Raj po prostu :)


Na początku Maestro wyjaśnił nam co będziemy robić: mieliśmy stworzyć domku z czekolady, takie na wzór tradycyjnych piernikowych chatek. Następnie rozpoczął budowanie domku z gotowych czekoladowych elementów. Patrzyliśmy jak zaczarowani na powstające dzieło. 







Po wstępnym "szkoleniu" każdy z nas rozpoczął tworzenie własnej pachnącej chatki. Pracę rozpoczęliśmy od przygotowania czekoladowej masy na praliny i na choinki. Bo cóż to za chatka bez choinek, prawda? Mieszaliśmy płynną czekoladę z posiekanymi i uprażonymi migdałami, rodzynkami i skórką cytrusową. Następnie za pomocą dwóch łyżeczek formowaliśmy "piętra" naszych przyszłych choinek i niewielkie okrągłe pralinki. 








Kiedy te cuda zastygały w lodówkach przyszła pora na chatkę. 











Na początku dość niezgrabnie mi szło, bo najpierw ściany nie chciały stać prosto, a potem dach się obsuwał ;) ale jakoś dałam radę i dom stanął. Przyszedł czas na dekorowanie i tu niestety objawiał się mój antytalent artystyczny ;) Jakoś jednak powstała ta moja słodka rezydencja. Tak czy inaczej, byłam z siebie dumna ;)





Przez cały czas trwania warsztatów nasze poczynania były bacznie obserwowane przez pana z kamerą i dwóch panów z aparatami fotograficznymi :)











Po skończeniu pracy nadszedł czas na pamiątkowe zdjęcia, a potem na pakowanie naszych dzieł w wielkie kartony. Nie zabrakło również kolejnych słodkich upominków, wśród których znalazła się składana, silikonowa miseczka do topienia czekolady. Na pewno będę jej używać i nie pozwoli mi zapomnieć o zasadach przekazanych przez Maestro:

*czekoladę topimy w kąpieli wodnej, a raczej parowej;
*woda w garnku nie powinna się gotować lecz bardzo delikatnie wrzeć;
*naczynie, w którym topi się czekolada powinno mieć większą średnicę niż garnek, na którym stoi, żeby unosząca się para nie osiadała na czekoladzie, gdyż ta nie lubi wody;



Joanna Klimas-Profus i Janusz Profus



Na początku wspominałam o tym, że dostaliśmy przed warsztatami kosze z łakociami. Niestety, mój kosz dotarł połamany i niekompletny, delikatnie mówiąc. Ktoś z firmy kurierskiej zrobił sobie prezent... Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy w środę otrzymałam podobny kosz ponownie. Tym razem już nikt przy nim nie majstrował :) No cóż, E.Wedel potrafi zadbać o dobre nastroje przed świętami i nie tylko :) 







Zgadnijcie czy domek stoi cały, czy już się do niego dobraliśmy? ;)



  • Disqus
  • Facebook

Prześlij komentarz






Wszystkie zdjęcia i teksty na tym blogu objęte są prawami autorskimi. Zgodnie z Ustawą o prawach autorskich kopiowanie, przedruk, rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie, bez zgody autora jest zabronione. Baner i personalizacja szablonu autorstwa firmy Karografia.pl