×

Dzieci w restauracjach - lubimy to?

Dzisiejszym wpisem zapewne narażę się niektórym. Nie da się jednak w nieskończoność przechodzić obok tego obojętnie. I w sumie jak ktoś się obrazi, poczuje urażony, to chyba pora, żeby przyjrzał się swojemu postępowaniu... Ale do rzeczy.




Byliśmy niedawno w restauracji, dość popularnej i obleganej z powodu dobrego jedzenia. Podczas oczekiwania na zamówienie (około 40 minut) mieliśmy okazję być świadkami mało fajnych zachowań dzieci i ich rodziców. Jedno z dzieci (na oko 3-letnia dziewczynka) biegało po całej sali. Między stolikami, zaglądając innym gościom do talerzy, poszturchując. Co jakiś czas za dziewczynką biegł tatuś z...widelcem, a na widelcu kęs jedzenia. Tatuś karmił dziecko "w locie". Również przy okazji przeszkadzając innym. To średniej jakości atrakcja, kiedy ktoś co chwilę cię poszturchuje, kiedy za plecami przebiega ci brzdąc, a za brzdącem tatuś z obłędem w oczach błagający, żeby dziecko coś raczyło zjeść. 

Inna sytuacja. Również restauracja, młodzi ludzie z niemowlakiem. W pewnym momencie mamusia rozbiera malucha i zmienia mu pieluchę. Przy stoliku, racząc obficie wszystkich dookoła zapachem i widokiem mało adekwatnym do miejsca. Tego chyba komentować nie trzeba?

Pomijam już hałas, jaki robią niektóre dzieci, bo do tego można się przyzwyczaić. Do slalomów nie przyzwyczaję się, do zapachu zużytych pieluch również. Chcę zjeść w spokoju i czuć zapach tego, co mam na talerzu. Gdybym miała chęć na jedzenie w biegu i w falującym tłumie, to zrobiłabym sobie kanapkę i wsiadła do środka komunikacji publicznej w godzinie szczytu. Gdybym była wielbicielką jedzenia w toalecie, rozsiadałabym się własnie tam.

Przypominają mi się podobne sytuacje opisywane przez media i napiętnowani ci, którym się to nie podobało. Mogę do tych napiętnowanych dołączyć, nie stanowi to dla mnie problemu. Też miałam małe dzieci, też bywałam z nimi w miejscach publicznych, ale takich atrakcji nie fundowałam ludziom dookoła. Czasy inne? Nie wydaje mi się. Standardy dobrych manier są ponadczasowe i nie można tłumaczyć takich rzeczy zmieniającymi się obyczajami.
Kilka miesięcy temu była nagonka na pewną restauratorkę, która zaprotestowała przeciwko takim sytuacjom. Odsądzono ją od czci i wiary, stała się wrogiem publicznym numer jeden. Szkoda tylko, że biorąc w tak żarliwą obronę krzyczące czy niefajnie pachnące dzieci, nikt z tych ludzi nie zastanowił się nad wygodą i komfortem innych gości. Kult matki Polki przeraża mnie czasami. Rozwydrzone bachory nazywamy bezstresowo wychowywanymi dziećmi, bez ograniczeń, które mogą tłumić ich rozwój. Tak łatwo jest znaleźć wytłumaczenie i usprawiedliwienie dla braku ogłady...

Temat w zasadzie jest dość rozległy. Ja zawęziłam go dość mocno, ale można w nieskończoność podawać przykłady niesfornych dzieci i to nie tylko w restauracjach. Rodzice nie zastanawiają się nad tym, że tak ukształtowane dzieci wyrastają najczęściej na chamskich dorosłych, na egoistów i egocentryków. A tacy ludzie nie są lubiani przez swoje otoczenie. Nie umieją nawiązywać przyjaźni czy choćby bliższych relacji. Pozwalając dziecku na wszystko krzywdzimy je. I niestety zrozumiemy to kiedy oni będą dorośli. A wtedy będzie za późno na korekty. Dziecko to nie jest tekst w wordzie, który można poprawić, czy wymazać i napisać od początku. Jeśli oczekujesz szacunku i zrozumienia od innych, najpierw sam swojemu otoczeniu zaoferuj je. 


Ciekawa jestem Waszych opinii :) i ciekawa jestem, czy mnie również medialnie zlinczujecie ;)




  • Disqus
  • Facebook

45

Marzena Szkodzińska pisze...

Małgosiu kochana ja cię "linczować" nie będę tylko pogratuluję dobrego tekstu. Ja miałam wiele takich sytuacji, że aż mnie nerw brał. Uważam, że dziecko musi wiedzieć co może a czego nie powinno i tu rola jest nasza - rodziców. Mnie ostatnio zbulwersowała pewna młoda mamusia, gdy w restauracji darła się na cały głos za szalejącymi dookoła dziećmi - głośno je wyzywając. Jeżeli nie można zapanować nad dziećmi to powinno się raczej siedzieć w domu. Idąc do restauracji chcemy zjeść ze smakiem, porozmawiać i odpocząć. Są miejsca gdzie są zrobione kąciki dla dzieci i to jest dobry pomysł. Szanujmy się wzajemnie i nie stwarzajmy sytuacji, w których sami byśmy nie chcieli się znaleść.

Karolina Gie pisze...

Jestem mamą i to trójeczki więc mogę się wypowiedzieć :)
Nie wyobrażam sobie przebierania dziecka przy stole - nie robię tego ani w domu, ani w restauracji, ani nawet w galerii handlowej. Jeśli już nawet nie ma miejsca wolę przespacerować się do samochodu.
Co do biegania i zaglądania do talerzy to kwestia kultury. Wiadomo, że są różne dzieci. My jak wychodzimy (choć rzadko to się zdarza) to dzieci siedzą obok, ew. jak już wytrzymać nie mogą niech biegają dookoła własnego krzesełka. Najczęściej jednak, jeśli jest możliwość siadamy w "ogródku" i po sprawie :)

Barbarossa pisze...

Małgosiu podpisuję się pod Twoimi słowami. W ubiegłym tygodniu byłam w centrum, usiadłam na ławeczce, czekałam na męża. Nagle obok przysiadła się mamusia z trojgiem dzieci. Jej pociechy darły się, biły, szarpały, pluły, płakały, śmieciły, etc. No a mamusia też się na nie darła i w dodatku przeklinała... Co jakiś czas brudnymi rękami dziecko usiłowało mnie dotknąć... Nie wytrzymałam, poszłam w inne miejsce. Sa granice wszędzie i wszystkiego. Pozdrawiam Cię serdecznie.

Ewa TK pisze...

Przebieranie dziecka przy stoliku? Serio?! Litości w większości restauracji są do tego przystosowane toalety. Nie widzę problemu wyjść na te 5 minut do WC i po sprawie. Po za tym gdzie obsługa restauracji. Moim zdaniem powinni zwrócić na to uwagę. Z moim Adasiem wiele razy byliśmy w takich miejscach i grzecznie siedział przy stoliku. Niektóre restauracje są wyposażone w kącik dla dziecka, które może się tam zabawić. Wszystko jest dla ludzi ale dla ludzi z kulturą.

Anna Ewelina Wilczyńska pisze...

Dziękuję Ci za ten tekst. Sama jeszcze nie mam dzieci, ale doskonale pamiętam swoje dzieciństwo - i awanturę, jaką mi zrobili rodzice, gdy jakaś sąsiadka powiedziała, że śmiałam jej nie powiedzieć "Dzień dobry", choć ja znam. Miałam wtedy jakieś 5 lat i nie zapomnę, jak rodzice bezwzględnie stanęli po stronie tamtej kobiety, argumentując to słowami: "jesteś młodsza i zawsze masz się przywitać z kimś, kogo znasz - nawet jeśli będzie daleko i Cie nie usłyszy". To dzisiejsze bezstresowe wychowanie sprawia, że w metrze bardzo często widzę staruszki, które stoją obok swoich kilkuletnich, siedzących wygodnie z ze smartfonem wnuków.
Dzieci w knajpie to koszmar, ale największym problemem są ich rodzice.
Naprawdę super tekst.

Małgorzata Kijowska pisze...

nasze społeczeństwo jest dość roszczeniowo nastawione do życia i coś, na co sobie pozwalają będzie im przeszkadzało jak im ktoś to zaserwuje - smutne...

Małgorzata Kijowska pisze...

moje dzieci dość dawno były małe, ale starałam się nauczyć je odpowiedniego zachowania, bo zawsze wychodziłam z założenia, że skoro mnie coś nie przeszkadza, to wcale nie oznacza, że komuś to nie będzie przeszkadzało
wolnoć tomku w swoim domku - ale poza domkiem szanujmy siebie

Małgorzata Kijowska pisze...

Basiu, ale najczęściej to my wychodzimy na czepliwe, bo coś nam przeszkadza.

Małgorzata Kijowska pisze...

Obsługa boi się zwrócić uwagę, bo kończy się to raczej mało fajnie. Pogrzeb w necie i poczytaj o aferze sprzed pół roku :)

Małgorzata Kijowska pisze...

Dzieci potrafią się zachować, wystarczy im to wpajać, pokazywać, dawać przykład. Jeśli nauczymy dziecko szacunku dla ludzi, wtedy nie będzie kłopotów w miejscach publicznych.
Byłam dość surowo wychowana, pamiętam sytuacje, kiedy stawiano mnie do pionu. Wiedziałam jednak jak się zachować i nie sprawiałam takich kłopotów. Moje dzieci wychowywałam już troszkę luźniej, niemniej jednak były standardy, których nie przekraczaliśmy. I nawet jak gdzieś nawywijali, to my, rodzice, reagowaliśmy.

narja pisze...

Zgadzam się z Tobą w zupełności. Rodzicie powinni wziąć większą odpowiedzialność za swoje dzieci, żeby wiedziały co mogą, a czego nie powinny. Rozumiem jak jakieś małe dziecko głośno płacze, ale już nad biegającym kilkulatkiem rodzicie powinni zapanować. Przebierania dzieci przy stole w restauracji zupełnie nie rozumiem, czy w domu Ci rodzice też się rozkładają z pieluchami na kuchennym stole? Teraz prawie w każdej toalecie są miejsca do przebrania dzieciaczka, więc można przy wyborze miejsca też się pokierować tym, żeby iść do takiego z dzieckiem, gdzie będzie można je komfortowa przebrać.

Anna pisze...

To tak zwane bezstresowe wychowanie - bo przecież dziecku wszystko wolno, bo jest małe. Ja się zgadzam z tym co piszesz - co prawda długiego doświadczenia jako mama nie mam, ale nie zdarzyło mi się i nie zdarzy przebierać dziecka publicznie - sama też nie załatwiam takich spraw publicznie to czemu mam to fundować dziecku i przy okazji ludziom wokół... Poza tym dziecko to mały rozumny człowiek i wiele można mu wytłumaczyć - kwestia wychowania, a to jak się zachowuje mały człowiek świadczy o rodzicach. Nieraz już widziałam różne takie sytuacje gdzie to dziecko steruje rodzicami, a oni cieszą się jaki to maluch zdolny bo rozrabia, dużo można o tym pisać, ehh...

Małgorzata Kijowska pisze...

Wiele osób narzeka, ale niewielu głośno. Wolimy mieć spokój, szybko zjeść i wyjść. A jak już ktoś się odezwie to krzyk.

Małgorzata Kijowska pisze...

Dziecko uczy się naśladując. Jeśli nie pokażemy właściwych zachowań to nie oczekujmy, że wychowamy eleganckiego człowieka z klasą. I wcale nie chodzi mi o to, żeby przykuć dziecko do fotela czy krzesła. Niech sobie chodzi, niech poznaje świat, ale w granicach rozsądku i bez przeszkadzania innym.

Amber pisze...

Myślę tak samo i mi też przeszkadzają dzieci źle wychowane, które rodzice na siłę zabierają do restauracji.
Jeżeli 'dziecko też człowiek', niech się tak zachowuje.
Ale to raczej rodziców wina za wszystkie ekscesy, jakich jesteśmy świadkami. To ich należy edukować co dziecku wolno w miejscu publicznym. Jak zachowuje się w domu, nikogo to nie interesuje.
Trzeba pokazać naszym polskim rodzicom dzieci z Francji, Włoch czy Hiszpanii.
One potrafią znaleźć się w restauracji i nie są nigdy uciążliwe dla innych.
Wystarczy jedno zdanie rodziców i powściągają swoje temperamenty.

Ciążowe Zachcianki pisze...

Moim zdaniem wszystko zależy od dzieci i rodziców. My chodzimy do restauracji z trójką dzieci, w tym z bliźniakami kilkumiesięcznymi. Personel zwykle panikuje jak nas widzi:) Na początku wychodziliśmy do kawiarni, na próbę. Potem do pizzerii. Teraz chodzimy już wszędzie. Wybieramy taką porę żeby dzieci choć chwilę spały. Nasz starszy syn zachowuje się grzecznie, a wyjścia traktuje jak coś wyjątkowego. Ważne, żeby dzieci czymś zająć bo czekanie na potrawy szczególnie dłuży się maluchom. Nie pozwalam synowi biegać i zakłócać innym gościom konsumpcję. Gdyby dzieci płakały, biegały i hałasowały wtedy nigdy bym się nie zdecydowała na takie wyjście.

Moskwa pisze...

świetny blog! niedawno go odkryłam i zamierzam odwiedzać go co raz częściej :)
Zapraszam też do mnie :
http://moskwasworld.blogspot.com/

Małgorzata Kijowska pisze...

Czuję się trochę jak zabytek, ale...za czasów mojego dzieciństwa pewne rzeczy nie miały miejsca. Rodzic spojrzał i wiadomo było o co chodzi. Teraz dzieci rządzą, robią co chcą, a rodzice nie wiedzą co z nimi robić. Może to wina ogólnego rozluźnienia kontaktów międzyludzkich? może kiedyś młodzi rodzice baczniej obserwowali starszych rodziców i starali się wychowywać swoje dzieci rozsądniej? Nie wiem...Wiem tylko, że pewne sytuacje nie pasują mi i przeszkadzają. A dlaczego to ja mam się męczyć, skoro ktoś nie potrafi zapanować nad temperamentem swojej pociechy?

Małgorzata Kijowska pisze...

Fajnie, że przyzwyczajacie dzieci do wizyt w lokalach. To na pewno zaprocentuje :)
Jak się okazuje można poradzić sobie z maluchami :) wystarczy chcieć i świadomie je wychowywać :)

jestem fajna! pisze...

naprawdę? ktoś zmienia pieluszki w restauracji? nawet nie wiem, jak skomentować...
dzieci dzisiaj są biedne. one przecież nie wiedzą, że to, co robią jest złe, nawet, gdy są starsze, bo skoro rodzice od zawsze im na to pozwalali... pracowałam w dużym sklepie bardzo obleganym w Galerii Krakowskiej, w grudniu (święta, te sprawy). to, co wyrabiały dzieciaki to jedno, ale to, jak reagowali na to ich rodzice... byłam przerażona.
dzieciaki latające z asortymentem sklepu, niszczące go i rodzice, którzy reagowali "ojeju, nie wolno!" i to by było na tyle.
był też chłopiec, przyszedł z tatą i babcią, miał na oko 6. lat. ledwo wszedł, rozpoczął koncert pt. JA CHCĘ LODA. tata oczywiście, słodziutkim głosem (imie przykładowe) "Kacperku, nie wolno, przestań, syneczku, jak Ty się zachowujesz?". dziecko zaczęło z CAŁEJ SIŁY OKŁADAĆ SIĘ PO TWARZY!!! ojciec nic. w końcu babcia złapała za rękę, mówiąc, że już go na te lody bierze. i jak taki dzieciak ma być normalny? :(
sama dzieci jeszcze nie mam, ale w niedalekiej przyszłości (2-3 lata) pragnę mieć... i mam wrażenie, że moje dzieciaki, widząc, jaki luz mają inne mnie znienawidzą... i nie, nie chodzi mi o terror, ale o znaczenie MAGICZNEGO SŁOWA NIE!
mam wrażenie , że NIEKTÓRZY rodzice myślą, że zasługują na miano świętej krowy tylko dlatego, że mają dziecko. i nic poza tym... zresztą, może to okrutne, ale czasami czytam różne fora i komentarze takowych i... nie wiem czy śmiać się czy płakać.
PS: ale szacunek do ciężarnych zawsze miałam i będę miała.

/nie wiem czy komentarz się dodał/

Małgorzata Kijowska pisze...

I takie właśnie scenki mnie przerażają.
Dziecko rządzi, dziecko dyktuje rodzicom co mają robić, dziecko stawia na swoim. Wrzaskiem egzekwuje co chce. Straszne....
Nie martw się, dzieci nie znienawidzą Cię. Jak dojdą do odpowiedniego wieku, to podziękują Ci, ze nie pozwoliłaś na rozwydrzenie :)

Aneczka M pisze...

Rzeczywiście, nieco kontrowersyjny temat. Polska jest całkiem do tyłu z tymi sprawami. Byłam dwa lata temu na wyciecce po Euopie. Jedliśmy co 2-3 dzień w restauracjach lub przydrożnych pubach. Choć nasz Maciuś miał skończony roczek, to zawsze wybieraliśmy miejsce z możliwością przysunięcia krzesełka dla dziecka. Co do przebierania to inna kwestia - wolałam iść do samochodu lub przejść się do WC z wyposażeniem przewijaka, U nas nawet w CH mozna zapomnieć o takich WC... mam nadzieję, że to się w niedalekiej przyszłości u nas zmieni.

Małgorzata Kijowska pisze...

ciesze się, ze spodobało Ci się u mnie, jednak dodawanie komentarzy na zasadzie kopiuj-wklej nie jest dobrym pomysłem na reklamę swojego bloga :)
pozdrawiam :)

Małgorzata Kijowska pisze...

Aniu, nawet z małymi dziećmi można się świetnie bawić i jadać w restauracjach. Sama wiesz, że wystarczy odrobina wysiłku, aby dziecko nauczyć dobrych manier. A to tylko (a może aż) o to chodzi :) nie rób drugiemu co Tobie niemiłe.
Ja miałam dwoje maluchów z dwuletnią różnicą wieku i to dopiero był nie lada wyczyn okiełznać ich :) ale jakoś dawaliśmy radę i nie zatruwaliśmy (nomen omen) życia innym.
Buziaki dla Twoich maluszków :*

Aneczka M pisze...

Dzięki kochana :*

Marzena pisze...

Od jakiegoś czasu restauracje dodają do swojej reklamy -"przyjazne dzieciom". Byłam niedawno w takiej w Warszawie i słowo honoru, że więcej moja noga tam nie postanie. Fakt był jakiś pan, który zabawiał te dzieciaki, ale hałas przez to był jeszcze większy;-( Nie mogłam się skupić na jedzeniu. Restauracja to nie bawialnia, sorry. Pamiętam, że jak mój brat miał małe dzieci i zawsze mówił, że nie idzie do knajpy, bo nie zamierza latać pomiędzy stolikami za swoimi pociechami, tylko chciałby spokojnie usiąść i zjeść. Miał właśnie bezstresowo chowane, ale zdawał sobie sprawę jakie to musi być uciążliwe dla "sąsiedztwa". Świetny tekst Małgosiu:-)

Asia W pisze...

Kochana :) zgadzam się z Tobą w 100 % Dodam że jestem mama dwójki dzieci i nauczycielem :) Nie wyobrażam sobie żeby mojej dzieci się tak zachowywały, a często bywamy w restauracjach. Brak reakcji ze strony rodziców mnie przeraża, bieganie trącanie często krzyki....to jakiś obłęd. Ja przychodzę zjeść z rodziną w spokoju!!!! Jeśli ktoś ma dzieci niespokojne to powinien do restauracji wybrać się bez pociechy. Totalny brak zrozumienia dla innych. ZA TAKIE ZACHOWANIE DZIECI WINNI SĄ WYŁĄCZNIE RODZICE!!! Robią im mega krzywdę wychowaniem bez zasad i reguł. Niestety takie sytuacje mają miejsce nie tylko w restauracji. Byłam ostatnio z moją córeczką w teatrze. Chłopiec ok. lat 5 z tyłu kopał nas po siedzeniu co chwile wstawał i krzyczał. Mama nic nie reaguje, w połowie spektaklu jest przerwa. Chłopiec wraca z "pierdzącą zabawką" nie muszę pisać co się działo dalej......w końcu zdecydowała zabrać dziecko z i wyszła, odczuliśmy ulgę. Nasuwa mi się tylko pytanie czy powinniśmy reagować czy stać obojętnie ?
Gosiu super tekst !!!

Małgorzata Kijowska pisze...

Marzena, ale wychodzimy trochę na osoby nieprzyjazne dzieciom :)
Dzieci umieją się zachować, trzeba tylko je tego uczyć, żeby nikt o nich potem nie mówił " te wredne bachory".

Małgorzata Kijowska pisze...

Asiu, kwestie właściwego wychowania są poruszane przez ludzi od wieków. Zawsze starsi narzekali na młodych, ze nie umieją wychować należycie swoich pociech. Tak było, jest i będzie. Zmieniają się standardy i obyczaje, co do tego nie mam wątpliwości. Jednak szacunek i dostrzeganie czegoś więcej niż czubek własnego nosa to coś podstawowego. Znam rodziców narzekających na źle wychowane dzieci, a ich własne są niewiele lepsze. Jasne, ktoś mógłby zapytać jak wychowywałam swoje i czy aby na pewno zawsze zachowywały się poprawnie :) Otóż nie zawsze, wręcz często rozrabiali i wcielali w życie szalone pomysły. Od tego jednak byliśmy my, rodzice, żeby ich okiełznać. I myślę, że udawało się to, bo "zaliczaliśmy" spore imprezy (wesela, osiemnastki) i nie było większych problemów. Nawet jak próbowali "wychylić się", to my szybko reagowaliśmy. Trzeba tylko chcieć :)

Świat Czarodziejki pisze...

Jako mama powiem tak - mnie też denerwuje takie zachowanie. Nigdy nie pozwoliłam Szymowi biegać po restauracji czy kawiarni, bo nawet mnie by to irytowało, nie wspominając już o innych. Ba ja mu nawet nie pozwalam za głośno rozmawiać czy krzyczeć, taka ze mnie matka wyrodna. I nie rozumem tłumaczeń w stylu "bo moje dziecko to już takie jest, że nie usiedzi", moje lepsze nie jest, też ma humorki (czasami takie, że hoho i nieźle zachodzi mi za skórę). Na koniec jeszcze taka historyjka z jednego z nieoficjalnych spotkań blogerek - siedzimy w lokalu, pijemy piwko, coś tam zajadamy, śmiejemy się i w pewnym momencie przychodzi spora grupka z dziećmi w tym jedno małe w wózku i co? pretensje do nas, że za głośno, bo dziecko się budzi... fakt, że w lokalu serwowano dania obiadowe, ale był to pub i mnie to by nawet do głowy nie wpadło zabierać maleństwo w takie miejsce

Małgorzata Kijowska pisze...

Aniu, ja Twojego syna pamiętam jako żywiołowego lecz zdyscyplinowanego. Nie widziałam oznak ani rozwydrzenia, ani stłamszenia przez zbyt wymagającą rodzicielkę :) I to niech wystarczy za komentarza do Twoich słów :)

pollyzeczki pisze...

Kiedyś dzieci były grzeczne..musiały!
Obecna wychowanie bezstresowe powoduje,że ludzie zamiast czulości czuja wręcz niechęć do tych dzieciaczków... to straszne co się dzieje w marketch,autobusach,restauracjach czy blokach.
Ja winie rodziców. Moi sasiedzi trójka drobiazgu. Codziennie sadzaja dzieci pod moimi drzwiami,krzyczace ,drące sie i ..ubierają...Dziwia sie potem i oburzaja ze sie wkurzam,jestem dla nich glupia!!

Małgorzata Kijowska pisze...

Mam podobny problem z sąsiadami. Moi wręcz zachęcają swoje dzieci, żeby bawiły się na klatce schodowej. Łomot, krzyk, pisk i wszystko potęgowane przez echo. Ale mamusia mieszka na ostatnim piętrze i ma spokój, bo nie słyszy. Ja staram się grzecznie aczkolwiek stanowczo pozbyć się dzieci spod drzwi, ale przecież czepiam się. Bo co takiego się stało? Ano faktycznie, nic. Przecież my uwielbiamy żyć na placu zabaw i w ciągłym hałasie :/

Magda Lena pisze...

Od jakiegoś czasu obserwuję ludzi z dziećmi nie tylko w restauracjach, ale i na ulicy, w komunikacji miejskiej i innych miejscach publicznych. Myślę, że największym problemem są tutaj rodzice, którzy nie potrafią się w pewnych sytuacjach zachować, a swoim pociechom pozwalają na wszystko i jeszcze nad nimi skaczą. Takie bezstresowe wychowanie. Nie chcę nikogo urazić, ale uważam, że powinny być restauracje (lub jakieś wydzielone w nich miejsca) przyjazne dzieciom, ale też takie, gdzie dzieci nie są mile widziane. Tak jest np. z hotelami-istnieją te dla rodzin z dziećmi, ale są też takie, gdzie dzieci nie są wpuszczane. W końcu wybierając się gdzieś np. na kolcję chcę się zrelaksować a nie denerwować biegającymi i hałasującymi dziećmi.

Anonimowy pisze...

Mam już bardzo dorosłe bliźnięta. Kiedyś opuściliśmy restaurację, bo dzieciaki tak się zachowywały, że łby bym im urwał. Po roku wróciliśmy i nie musieliśmy się wstydzić. Tak, wstydzić, bo złe zachowanie dzieci jest wstydem dla rodziców. Wyjście do restauracji było nagrodą. Nie pozwalaliśmy drzeć się i biegać w teatrze a na pretensje dzieci, że inne tak robią mówiliśmy, że to one wyznaczają standard, bo są mądrzejsze. Nie jest więc to problem ostatnich lat, ale albo jestem stary, albo jest gorzej. Spójrzcie nawet na reklamy. Dziecko jest królem, najważniejszym człowiekiem. Dorosły pełza przed nim na czworakach z łyżeczką przecieru. Dla mnie koszmar, dla innych urocze. Jeśli tylko mogę, to wybieram restauracje bez dzieci a przy wyborze hoteli, SPA itp. jest to warunek konieczny. Ostatnio poszliśmy do warszawskiego ZOO :-) To dzieci powinny siedzieć w klatkach! NIgdy więcej tam nie pójdę. Co ciekawe w Nyiregyhazie na Węgrzech nie ma takiego bydła. /aiki102/

Paulina P pisze...

Nie wyobrażam sobie tego jak mozna przewijać dziecko w restauracji!!! To poprostu w głowie mi się nie mieści.

Anna Wawruch pisze...

Przebieranie dziecka przy stole to jakas masakra! Bieganie z jedzeniem tez! Mam 15mies malucha i zdaza munsie robic troche szumu obok siebie lub czasem pod krzeselkoem znajdizemy troche jedzenia ale staram sie zawsze by nie przeszkadzal innym choc tak malemu dziecku czasem ciezko cos wytlumaczyc. Zwrocilabym uwage rodzicom lub poprosila o to obsluge. Ludzi trzeba uczyc kultury!

Ania - Kto ugości moich gości? pisze...

Sama jestem mamą 3,5 letniej bardzo ruchliwej córeczki, która.... uwielbia jadać w restrauracjach. Nie robimy tego zbyt często ale za to uczyliśmy jej tego jeszcze jak była mała, że w takie miejsca się chodzi (wystarczy zabrać dziecko na zwykłe lody), że trzeba tam się grzecznie zachowywać, że nie wolno przeszkadzać innym itp. Najczęściej jest tak, że to uwielbienie trwa ok 5-10 minut a później... no właśnie - jak to dziecko, nie może już usiedzieć w jednym miejscu. Ale nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby biegała dookoła stolików, zaczepiała innych itp! Staramy się wybierać miejsca, w których są kąciki dla dzieci (na szczęście jest ich coraz więcej), ale jak ostatnio trafiło się miejsce, gdzie nie było takiego to też dałyśmy radę - wszędzie wozi ze sobą torebeczkę z zabawkami z kinder jajek i jak trzeba było czekać na jedzenie to bawiła się nimi - oczywiście zdarzyło się , że zaszurała krzesłem czy zaśmiała się gośno ale to chyba nikomu nie przeszkadzało, wręcz ludzie z sąsiednich stolików uśmiechali się do niej przyjaźnie. Podobnie zresztą jest z zachowywaniem się w sklepie (nie ma biegania itp) czy innych miejscach publicznych. Wydaje mi się, że za takie zachowanie dziecka w restauracji jak opisałaś należy winić rodziców - po pierwsze dlatego, że nie wpajają dzieciom od małego odpowiednich norm zachowania a po drugie dlatego, że biegając za dzieckiem z widelcem dają im ciche przyzwolenie na takie zachowanie.
Sytuacji z przewijaniem nie skomentuję... Nie wyobrażam sobie czegoś takiego! Dla mnie nawet karmienie piersią w takim przypadku było by niesmaczne a co mówić o zmianie pieluchy! Masakra...

Małgorzata Kijowska pisze...

Magda Lena, masz sporo racji: niesforne dzieci to zasługa ich rodziców, którzy bezkrytycznie patrzą na swoje pociechy. Coś, co dla rodzica jest zabawne, dla obcego może być irytujące, niestety. Rodzice nie rozumieją, że wychowując teoretycznie bezstresowo, tworzą nielubianych dorosłych.
Marzeniem byłoby pogodzić rodziny z gromadkami dzieci, z innymi ludźmi, którzy szukają na przykłąd w restauracji wytchnienia i spokoju.

Małgorzata Kijowska pisze...

Aiki102, chylę czoła i gratuluje mądrości :)
Moje dzieci również są już dorosłe i również różnie z nimi bywało, jednak my, rodzice, staraliśmy się ich wychowywać w taki sposób, żeby potrafili zachować się w różnych sytuacjach. Czasem jest to trudne, ale dość szybko procentuje czymś banalnym: świętym spokojem :)

Małgorzata Kijowska pisze...

ano można, przynajmniej dla niektórych nie stanowi to większego problemu

Małgorzata Kijowska pisze...

Aniu, jest znacząca różnica między robieniem szumu, a szaleństwem. Dzieci muszą gdzieś się uczyć poprawnego zachowania, nie rodzą się z taką wiedzą. Nie denerwuje tak bardzo "żywe" dziecko, nad którym starają się zapanować rodzice. Wkurza dziecko, które robi co chce za przyzwoleniem rodziców, którzy swoją pociechę uważają za ósmy cud świata.

Małgorzata Kijowska pisze...

Aniu, kiedy w czerwcu byłam na warsztatach u Jamie Olivera, zwróciło moją uwagę coś rzadko spotykanego u nas: dzieci w lokalu nie przeszkadzały innym gościom. Było je widać, słychać i nie dało się nie zauważyć :) nie szalały jednak po całym lokalu.
Nie jestem przeciwna obecności dzieci w lokalach, wręcz przeciwnie: dzieci od najmłodszych lat powinny nabierać ogłady. No własnie...nabierać ogłady, uczyć się, a nie być puszczane na żywioł na zasadzie "zajmij się sobą i daj mi chwilę spokoju". Dziecko nie wie jak się zachować, trzeba je tego nauczyć.

Andrzej WÓJCIK pisze...

Pochwalam twoje spostrzeżenia i zgadzam się z nimi. :)

Małgorzata Kijowska pisze...

zauważyłam, ze ogólnie nasze poglądy są zbieżne :)

Prześlij komentarz






Wszystkie zdjęcia i teksty na tym blogu objęte są prawami autorskimi. Zgodnie z Ustawą o prawach autorskich kopiowanie, przedruk, rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie, bez zgody autora jest zabronione. Baner i personalizacja szablonu autorstwa firmy Karografia.pl