×

Restauracja U Bartošů - Otovice, Czechy

Zbliża się długi weekend, więc niektórzy z nas będą podróżować. Jeśli będziecie w okolicach czeskiej granicy, to zapraszam Was na dobre jedzenie za niewielkie pieniądze :) Dobra atmosferę dostaniecie gratis ;) Będąc na Dolnym Śląsku podczas świąt wielkanocnych, mieliśmy okazję odwiedzić restaurację "U Bartošů" w czeskich Otovicach. Zaprosił nas tam Konrad z bloga Konrad Gotuje. Pojechaliśmy w porze późnego obiadu, bardzo głodni i zmęczeni po całym dniu. Powitał nas już na parkingu syn właścicieli, od razu poczuliśmy się swobodnie. Dało się wyczuć, że do tej restauracji przychodzi się jako gość, a nie jako klient :)





Pierwsze wrażenie po przekroczeniu progu restauracji? Czysto. Tak tak, to było widać od razu. Dużo lakierowanego drewna, masa kufli i szklanek - nigdzie pyłku kurzu. Stoły czyste, aż błyszczały. Bar wypełniony butelkami, szklankami i kuflami - błysk. 






Jeśli bywacie w restauracjach, to wiecie, że nie często trafia się na takie miejsca. Zwracam uwagę na takie rzeczy, gdyż dobrze wiem, że jeśli na sali jest nieskazitelnie czysto, wtedy z dużą dozą prawdopodobieństwa (graniczącego z pewnością) mogę sądzić, że kuchnia tak samo lśni. 
Wchodząc do restauracji czujemy też zapach przygotowywanego jedzenia. A to z kolei oznacza, że jedzenie powinno być świeże, gotowane na bieżąco, a nie odgrzewane. Skąd ta pewność? Ano stad, że po prostu podczas odgrzewania potrawy nie wydzielają tak pięknych zapachów, jak podczas gotowania :) 




Kiedy usiedliśmy przy stoliku, podeszła do nas przemiła pani właścicielka, z uśmiechem przywitała nas i podała karty. Karty były po czesku i po polsku :) Zamówiliśmy po wielkiej szklance malinowej (pysznej!) oranżady, a do tego obiad. 






Ja wybrałam knedle z gulaszem i to był strzał w dziesiątkę! Pyszny, domowy gulasz, obok plastry czeskiego knedla i surówki. Wsuwaliśmy aż uszy nam się trzęsły ;) 



Ania, żona Konrada, zachwalała desery lodowe. Nie mówiła jednak, że są tak wielkie :) Na dnie owoce, konfitura wiśniowa, wielka porcja lodów i jeszcze większa bitej śmietany. Zjadłam do końca, ale przyznam się, że to było już łakomstwo ;) Jedno było pewne: nie zmieścilibyśmy już nic, ani okruszka, ani kropelki. 





Przyszedł czas płacenia rachunku. Porównując ceny w polskich restauracjach spodziewałam się niezłej sumki, a tu zaskoczenie. Pani zapytała w jakiej walucie płacimy, a kiedy poprosiliśmy o złotówki, to szybko wyliczyła: 123 złote. Cztery solidne obiady: 2 razy knedle z gulaszem, grillowana pierś z kurczaka z pieczarkami, frytkami i surówkami, opiekany ser z frytkami i surówkami, do tego cztery wielkie desery i cztery oranżady - cena była zaskakująca. 

Obsługa w restauracji jest przesympatyczna, jedzenie smaczne, proste, domowe. Czystość na medal, a do tego przystępne ceny. Czego chcieć więcej?

W restauracji nie wolno palić, więc jest to idealne miejsce na wypad razem z dziećmi. W letnich miesiącach można jednak usiąść na tarasie i tam zapalić, jeśli już ktoś nie wytrzyma ;) Jest dostępny internet, z którym można połączyć się przez WiFi. Lokal otwarty jest codziennie od 11.00 do 22.00. Z tego co dobrze pamiętam, kuchnia czynna jest do 21.00.




Nie bez znaczenia jest to, że przy restauracji otwarty jest sklep, w którym można kupić m.in. piwo z lokalnego browaru, najróżniejsze alkohole, gotowe czeskie knedle czy choćby znany u nas rumowy syrop do herbaty.










Poniżej mapka, jak dojechać do Otovic:



Jeśli będziecie w okolicy, to podjedźcie na obiad, polecam z całego serca :) Najecie się do syta, ale Wasze portfele nie zbiednieją zanadto ;) Przy okazji kupicie trochę czeskich smakołyków do domu :) Polecam i sama będę tam gościć przy każdej nadarzającej się okazji :)




  • Disqus
  • Facebook

6

Justyna Ratajczak pisze...

Ach ta oranżada! smaka mi narobiłaś Gosiu;))

jedzzapetytem.pl pisze...

Ale fajnie! Z checia bym sie tam wybrala. Lubie czysto!

Magda C. pisze...

Chętnie odwiedziłabym te restaurację, ale jak na razie nie po drodze mi tam :(

Małgorzata Kijowska pisze...

powiem Ci, ze jak przypominam sobie jej smak...mmmm....

Małgorzata Kijowska pisze...

ja też lubię jak jest czysto, nie zjadłabym chyba w brudnym miejscu...brrrrr

Małgorzata Kijowska pisze...

nigdy nie wiadomo co mamy po drodze :) warto zapamiętać takie miejsca :)

Prześlij komentarz






Wszystkie zdjęcia i teksty na tym blogu objęte są prawami autorskimi. Zgodnie z Ustawą o prawach autorskich kopiowanie, przedruk, rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie, bez zgody autora jest zabronione. Baner i personalizacja szablonu autorstwa firmy Karografia.pl