×

Pieczeń wołowa na dziko według przepisu dziadka Adama

Dziadek Adam to smakosz, lubi dobrze zjeść. Nie jest jakoś specjalnie wybredny, ale byle czego to raczej nie ruszy. Dziadek Adam ma już swoje lata, ale duchem jest jeszcze młody. Kiedy rozmawiamy, to często wspomina dawne czasy kiedy był młody, a nawet kiedy był dzieckiem. Wtedy wszystko było inne. Jedne rzeczy były trudniejsze, wręcz niemożliwe, inne odwrotnie - proste i bezproblemowe. Ale kiedyś to przede wszystkim sami ludzie byli inni - życzliwsi dla siebie, prostsi w odbiorze. Zdarzały się tzw. trudne przypadki, a jakże. Nie ma przecież takich czasów, kiedy wszystko układa się gładko, bez zgrzytów. Tylko, że kiedyś ludzie nie żyli tak bardzo zamknięci w swoich światach jak teraz. Niby mamy większe możliwości komunikacji, ale nie korzystamy z nich sensownie...
I takie rozmowy prowadzę z dziadkiem Adamem :) nie tylko takie, bo ostatnio o jedzeniu :) No i opowiedział mi o swoim ulubionym daniu z dzieciństwa: pieczeni wołowej na dziko, którą przygotowywała jego mama. Na szczęście kochając dobre jedzenie, często przesiadywał w kuchni, więc pamiętał jak mama robiła tę pieczeń :) Postanowiłam zatem spróbować ją przygotować. Dla dziadka Adama :)

Pieczeń wołowa "na dziko" według przepisu dziadka Adama



Składniki:
mniej więcej kilogramowy kawałek wołowiny na pieczeń,
słonina lub boczek (ja użyłam podwędzonego lekko i parzonego boczku),
1 średnia marchewka,
1 średnia pietruszka,
niewielki kawałek selera,
sól,
odrobina smalcu lub oleju do obsmażenia.

Zalewa:
1 większa cebula,
12-15 ziaren ziela angielskiego,
3-4 liście laurowe,
1 łyżeczka ziaren pieprzu,
4 szklanki wody,
1/2 szklanki octu 3%.

Wodę wlać do garnka, dodać przyprawy i cebulę - gotować przez około pół minuty na niewielkim ogniu. Odstawić z ognia, wlać ocet i wystudzić.

Mięso włożyć do zimnej zalewy i odstawić pod przykryciem do lodówki na 2-3 dni. Mięso powinno być całkowicie zanurzone. Pod wpływem kwaśnej zalewy mięso zmieni kolor na lekko szary, nie przerażać się tym :)

Po wyjęciu z marynaty, mięso osuszyć papierowym ręcznikiem. W poprzek nacinać ostrym i wąskim nożem "kieszonki" i wsuwać w nie słupki słoniny lub boczku. Mięso posolić i obsmażyć na rozgrzanym tłuszczu.
Przełożyć do naczynia żaroodpornego lub brytfanny, dołożyć  cebulę z marynaty i wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni. Piec przez około półtorej, do dwóch godzin, aż mięso będzie miękkie. Pozostałą marynatą podlewać mięso podczas pieczenia. Na koniec dołożyć starte na jarzynowej tarce warzywa i udusić razem z mięsem.

Po upieczeniu warzywa i cebulę zmiksować blenderem lub przetrzeć przez sito. Powstanie gęsty jarzynowo - pieczeniowy sos, którego niczym nie trzeba będzie zagęszczać.


Pieczeń wołowa "na dziko" według przepisu dziadka Adama

Ja swoją pieczeń krócej obsmażałam, zależało mi na delikatniejszym mięsie. Można jednak mocniej obsmażyć, a uzyska się mocno pieczeniowy sos, ciemniejszy i intensywniejszy w smaku.


Pieczeń wołowa "na dziko" według przepisu dziadka Adama

Mięso jest bardzo kruche i delikatne, a sos kwaskowaty o pięknym zapachu :) Spróbujcie sami :) Polecam podawać pokrojone w grube plastry, z kluskami śląskimi i buraczkami :)


Pieczeń wołowa "na dziko" według przepisu dziadka Adama


Smacznego!
  • Disqus
  • Facebook

11

Marta Sieniawska pisze...

Masz pięknego bloga :) Właśnie do Ciebie trafiłam, całkiem przez przypadek i przyglądam się tym wszystkim pysznością. Naszła mnie ogromna ochota na kluski "z dziurką", chyba dzisiaj sama takie skręcę :)

pollyzeczki pisze...

cudowny obiad i kluski i wspaniała pieczeń ! dla mnie bomba!!

Justyna Żak pisze...

świetny obiad na pewno smaczny:)

Aggie S pisze...

To danie wygląda tak przepysznie że aż się głodna zrobiłam.

Kobiety w sieci pisze...

Zaburczało i mnie w brzuchu :))

Małgorzata K pisze...

dziękuję za te miłe słowa :) mam nadzieję, że zagościsz na dłużej :)

Małgorzata K pisze...

oj tak, był bardzo smaczny :)

Małgorzata K pisze...

dla mnie też bomba ) na pewno taką pieczeń będę robić częściej :)

Małgorzata K pisze...

powiem Ci, że jak teraz patrzę, to też mi się robi głodno ;)

Małgorzata K pisze...

ciekawe co Ty masz dziś dobrego :)

Barbarossa pisze...

Fantastyczny przepis. Na pewno kiedyś wypróbuję, na uroczysty niedzielny obiadek. :) Dziadek Adam wie co dobre...

Prześlij komentarz






Wszystkie zdjęcia i teksty na tym blogu objęte są prawami autorskimi. Zgodnie z Ustawą o prawach autorskich kopiowanie, przedruk, rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie, bez zgody autora jest zabronione. Baner i personalizacja szablonu autorstwa firmy Karografia.pl